Perfektum in sportum

Rozkmina ADHD po półfinale i finale kanadyjkarzy i kajakarek.

Piątek wieczór. Wkurw. Z czterech polskich osad po przejeździe półfinałowym żadna z naszych nie kwalifikuje się do finału. Nie tak to miało być. Jest rozczarowanie. Chociaż dwie głowy powinny być w finale. Uczucie złości. Bezsensu uprawiania sportu. Żalu… na wszystko. Na zasady, na kajaki na… sam nie wiem co. Gdyby ktoś mógł cofnąć czas. Dał im jeszcze raz możliwość sprzedania się. Fuck!Powrót do hotelu. Nie znajduję sobie miejsca. I spokoju. Idę na siłkę. Tam uwolnienie. Do mięśni płyną endorfiny, do głowy wraca racjonalizm, a umysł się odświeża i przyjmuje do wiadomości co blokował wcześniej. A to wszystko to tylko moje odczucia. Człowieka, który pracuje, który ma styczność z bohaterami tych Mistrzostw. Jest blisko, zna ich ciała, zachowania, nawyki, ale… nie jest w ich głowach. Nie może wiedzieć co teraz myślą. Domyśla się tylko. Nieraz przeżywałem tę gorycz. Nie tak nawet dawno. Ale jeśli ja czuję się tak syfiasto, to co dopiero ten i ta co włożyli tyle w to wszystko i nie dane im było wyjąć. Nie oddało to co wytrenowane. Co poświęcone. Współczuję. Próbuje empatycznie wcielić się w ich skóry. Próbować poznać te uczucia. Przerywam ciszę. Zwołuję zebranie półfinalistów. Nie, by powiedzieć nic się nie stało – bo się stało. Nie, by powiedzieć, że są ważniejsze rzeczy na świecie – bo nie ma. Tak właśnie jest. W tym dniu, w tym momencie to jest najważniejsze i koniec! Egoistyczne, ale prawdziwe. I ja to wiem. Chcę przy kawie i caipi obgadać, złamać rutynę. Wiele już porażek było. Nie trzeba je w poduchę opłakiwać. Zaraz, co ja powiedziałem? Porażek? Przecież tu nikt nie przegrał. Przeszliśmy qwali. Zaledwie setne sekundy do finałów. Otarcie się. Tak niedużo, a ryjki by się cieszyły. Tak niewiele, a tak wiele zmienia. Znaleźliśmy się nie po tej stronie barykady. Po niewłaściwej stronie grubej, krechy z napisem FINAŁ. Próbujemy dojść co nie pykło. Czego brakło, a może czegoś za dużo? Co mają finaliści, czego nam brakuje? Różne rozkminy, ale jeszcze za wcześnie na wnioski. Jeszcze nie przetrawione. Porcja tego nieprzyjemnego uczucia potrzebuje czasu do strawienia. Kwasy żołądka i enzymy jelit muszą sobie to rozłożyć na mniejsze kawałki. Obserwuję twarze. Mocne osobowości. Silne charaktery. Sportowcy. Wewnątrz nich złość aż kipi. Chce się wydostać na zewnątrz. Co kurwa ten sport robi z człowieka?

Sobota. Finały. Bez naszych.

Emocje zapowiadane wielkie. Only Big Names in IT. Tylko grube koty i kocice. Ci co faktycznie najlepsi w Świecie. Każdy z szansą na mistrza. Oglądam. Czerpie przyjemność. Ale przy tym myślę, dumam, rozkminiam… podziwiam. Jak to robią? Jadą bezbłędnie. Jak maszyny. Organizmy wytrenowane, jakby zaprogramowane na 90sekund. Technicznie perfekcyjni. To jakaś masakra. Kto tu może wygrać? Znajduję, dochodzę, zaczynam rozumieć. Przy równej fizyce, technice… to psycha zaczyna decydować. Opanowanie. Pozbycie się obaw. Tylko pozytywne myśli w głowie. Bez miejsca na negatywy. Umiejętność pozbierania się gdy wkrada sie niezaplanowany i niezwizualizowany wcześniej ruch. Szybki powrót na tory, by dalej bezbłędnie pędzić do mety. Ten tor taki krótki, a tyle się dzieje. Umysł tyle ma do przetworzenia. Włókna nerwowe, synapsy szaleją. Bramki kontrolne, aksony i jeszcze inne neurostwory zapierdalają jak oszalałe. Tylko mistrzowie są w stanie je okiełznać. I tylko Ci stają się mistrzami w sportach technicznie trudnych. Obserwuje wygranych. Ich zachowania. Radość z sukcesu. Traktowanie przy tym przeciwników, siebie, trenerów. To są cechy charakteru. Nabyte przez życie. Po wzlotach i upadkach. Po porażkach i wygranych. Po tysiącach podejmowanych decyzji. Takich czy siakich. Prawidłowych luz złych. Doświadczenie życiowe i ciężkie chwile sportowe ukształtowały to dzieło.

What I realized siedząc sobie teraz spokojnie na tarasie hotelowym? Otóż, uświadomiłem sobie, że do pewnych czynności i z pewnymi talentami człowiek się rodzi. Jest do nich stworzony. Otrzymuje coś z góry. Jest do przodu. Teoretycznie jest mu łatwiej. To jednak not all. Trzeba dołożyć. Trzeba poświęcić. Coś. Siebie. Wiele. Kształcić. Rozwijać. Szlifować. Wzmacniać. A my już wiemy że sport to wszystko robi z naszym charakterem.

End. Rozpoczynając pisanie tego posta byłem bardzo zniesmaczony i znienawidziłem sport. Konkretnie kajakarstwo. Teraz przy końcu znów go lubię i jeszcze bardziej szanuję. Określam go tylko po swojemu BEAUTY&BRUTAL… pozwalając mi z całą pewnością stwierdzić, iż trzeba mieć naprawdę mocne jaja i jeszcze mocniejsze jajniki by wygrać finał Mistrzostw Świata w Slalomie Kajakowym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.