FINAL GAME Rmg 2018

Finał godny. Mniej sportowy. Survivalowy. Ale godny nazwy Finał. Bo przecież nie zawsze musi wygrać ten przez wszystkich typowany. Ten uważany za najlepszego przeszkodowca. Może finał Ligi RMG ma być jaki jest i rozgrywany w tej porze jakiej jest rozgrywany. Trzy lata z rzędu potwierdza zasadę że wygrywa czarny koń i do niczego są przewidywania, typowania, obliczania bo i tak będzie inaczej. I wiecie co? Chyba mi się to podoba. A tutaj mogę pisać wszystko co mi się podoba, waląc wszystkich odważnych na fejsie hejterów.

Generalnie lubię gdy rzeczy i wydarzenia nie są opisywane przez pryzmat swoich wyników i swojego powodzenia czy też niepowodzenia na jakiś zawodach. I ja staram się tak robić.

Może to zabrzmi niemądrze ale ja miałem dobry fun na tym finale. Pomimo, że humor chciał mi zepsuć lodzik na rurkach, szronik na ściankach, śnieg na skośnej to i tak jest i było fajnie. Przyznaję że oddanie pierwszy raz opaski (rok temu było to na nieświadomce i bez udziału mózgu) jest nieprzyjemną emocją i smakuje zasraną goryczą. Jednak jest przeżyciem które uczy i czyni mocniejszym. Jest jakby przyznaniem się do niemocy (a to dla niektórych {czytaj mnie} bardzo trudne) i pokazaniem samemu sobie, że są jeszcze inne ważniejsze rzeczy niż OCR i sportowosurvivalowe spuszczanie sobie wpierdolu. Bo przyznacie, akcja na skośnej gdzie blisko trzydziestu chłopa i kilka dziop jebie ciałami po deskach na pełnym rozpędzie przypomina trochę baranów walących rogami o mur -tyle że baran z pewnością mądrzejszy odpuściłby dużo wcześniej niż np. ja król głupków, który musiał ok. godziny tłuc się w ścianę i czekać aż ciało zaboli bardziej niż fakt oddania opaski i to przed kolegami z drużyny i innymi sportowymi Kotami OCRu. A tak wogóle Koty to fajne uczucie nie rywalizować z Wami a jednoczyć się w walce z jednym wrogiem, którym bez wątpienia była ta suka skośna. A szczerze jakbym tylko mógł przerzuciłbym na jej drugą stronę to maleństwo Oślizło, czy tą chudzinę Hajnoska. Miło było z Krawcem przynosić kupę (ziemii:) do podsypki, za co i tak była zjeba od sędziów. Dobrze było cieszyć się i z wielkim gardłem dopingować tych którym się udało dostać na drugą stronę. Bez znaczenia na rasę, płeć, kolor skóry czy team. Co jakiś czas jeden z nas przeskakiwał i uciekał dając nam nadzieję. Nam żołnierzykom uwięzionym u podnóży tej Wielkiej na 3m Góry! Aż chciało się wyć razem z tymi Braveheart’ami wznoszącyni ręce i gęby do niebios krzycząc <freeeedooooom>!!!

Dobra, wracam na ziemię…

Wielki Szacun dla ukończonych. Tak samo Wielki dla sędziów, którzy nie dość że walczycie z pogodą, z samymi sobą to jeszcze z nami żądnymi zwycięstwa niepokornymi samcosamicami, którym w uczuciu bezradności przychodzą do głowy durne pomysły a na jęzor pchają się najgorsze wulgaryzmy wszechświata. Wybaaaaaczcie! Bowiem nie wiemy co czynimy… potem się tego wstydzimy.

Bez wątpienia ratunkiem i promykiem ciepłego humoru na końcówce trasy była postać nietuzinkowego Marcina Tato Dwójki. On wraz z Olą Kluczką czy Zibo przemykali z drugiej strony taśmy dając sobą wsparcie nie tylko dla ukochanych osób. Brzęczące oko naszego Proformaka też dawało z góry niezłego kopa.

Gdy się dowiedziałem przed startem, że praktycznie PODHALAŃSKIE DZIKI wygraną mają w kieszeni to wiedziałem, że z wyników będzie lipa. Doświadczenie i nauczona w sporcie pokora nauczyły mnie NIE DZIELIĆ SKÓRY NA NIEDŹWIEDZIU. Może na Dziku do przyjęcia, na niedźwiedziu nigdy😉.

Pomimo, że zostawiłem dzieciaki i żonę na południu, nie żałuję że dałem się skusić na Siedlce. Ze swoją „sportową familią GP” doświadczyłem nowego doświadczenia zalewając nowe skillsy kubłem zimnej wody i nie tylko 😉.

OK. Można pomyśleć, że łatwo mi się gada po zdobyciu mistrzostwa w Londynie. I że wyrypę na ten ten finał miałem. To oznajmiam, iż tak nie było. Ścigałem się na poważnie. Robiłem wszystko na 100%. Tylko może nie poważnie przekroczyłem linie mety😁🏁. Owszem, pewnie jeśli bym wypłacił ostatni grosz na startowe, albo zrobił program, który miał szczytować w Siedlcach pewnie przestałbym lubieć Jarka za te przeszkody. Jednak tak nie jest. W dużej mierze za sprawą tego co nabyłem biegając OCR: DOŚWIADCZENIE

P.S. Niech już tak zostanie że finał nie wygra najlepszy Dzik sezonu, najlepszy sportowiec OCR, najbardziej wycieniowany atleta… Niech to po prostu będzie MISTRZ RUNMAGEDDONU odporny na wszystko.

obejrzyj Video

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.