Homeostaza… czyli Life in Balance

…czyli bądź zrównoważony Sportowcu

Zobacz obraz źródłowy

Mija drugi miesiąc mojego odpoczynku od sportu. Niektórzy nazwaliby to roztrenowaniem…ale trochę to długo już trwa. I może jeszcze potrwa. Przerwe potrzebuję. Niewidzialna kula u nogi wciąż istnieje. I dobrze, że jest. Poprzez uziemienie mnie pozwoliła mi zauważyć wiele… dostrzec czego nie widziałem wcześniej. Otóż, czas ten, który ustaliłem sam ze swoim wewnętrznym zarządcą ma być czasem bez trenowania, bez butów OCRowych, bez paska na klacie, bez Suunciaka na nadgarstku, bez wychodzenia ze strefy komfortu. Strefa laktacji w mięśniach totalnie zamknięta… do odwołania. W planie inne życie. Mniej egoizmu, więcej familizmu (czasu dla rodziny). Bez patrzenia co jem. Ześwinienie się. Choć z tym nie poszło. Nawyki żywieniowe zakorzeniły się głębiej. Regularność wprowadzania. Dbanie o michę. Znaczenie składników makro. Mięcho zwierzaka już chyba odeszło na dobre – w końcu to 6 lat. Więcej ogłupiających procentów %%% z pewnością wpłynęło, ale spotkania towarzyskie trza było nadrobić. I fakt, że jestem Podhalańskim Dzikiem też zobowiązuje. Za kołnierz nie wylewam.

Sympathetic-vs-Parasympathetic
Po wygraniu złotego medalu Age Grupy w Londynie coś we mnie jebło. Im dłużej od tego tym więcej rozkmin na ten temat. Od uczucia mega zmęczenia fizycznego do odnalezienia spokoju psychicznego. Odłączenia się od sportu. Przełączenia się w tryb uśpienia. Odłączenie wtyczki. Zmiana z układu współczulnego na przywspółczulny. Ze stresu w relaks. No more production of kortisol. Do tego przychodzi potrzeba oderwania się od mediów społecznościowych. Odcinka prawie totalna. Zaczynam się brzydzić nawet używaniem telefonu. „Dane komórkowe” coraz częściej na OFF. i dobrze z tym. Da się żyć. Czasu więcej. Postanawiam go wykorzystać. Edukuję się. Podnoszę kwali jako trener. Proszony stwarzam prezentację. Dla różnych grup, w różnych tematach. Od prozdrowotnych do prosportowych. Podoba mi się. Uświadamiam sobie, że dużo wiem i lubię się tym dzielić. Tematy aktywności, sportu, fizjo, dietetyki i nierzadko psycho. Wszystkie mi się podobają. Wszystkie mnie kręcą. We wszystkich się rozwijam. Ze wszystkich korzystam. Wszystkie są potrzebne by odnieść sukces. Sportowy na pewno. A sport to moje życie. Już wiem na pewno. Teraz wiem więcej… nie potrzebuję się tyle zarzynać i katować by osiągnąć nie wiadomo co. By pogłaskać swoje wygórowane ego. Obniżam go. Równie dużą frajdę – jeśli nie większą – daje mi podnoszenie sprawności kogoś, nie swoją. Moich podopiecznych.

Bez tytułu
Patrzę na medal… widzę napis: „Masz co chciałeś, teraz się kurwa już uspokój”. Widzialny tylko dla mnie – podobnie jak kula u nogi. Biorąc pod uwagę okoliczności zdobycia go, muszę uszanować i nie ominąć tego przekonania. Zainspirowany stanem odpuszczania przed najważniejszymi zawodami, grzebię głębiej. Jest tego więcej w sporcie. Tej dziedzinie nie obce są sytuacje, kiedy zawodnik jest zmuszony do odpuszczenia w ostatniej fazie przygotowań do szczytowej formy. Bo to kontuzja. Bo to choroba. Zewnętrzny kaprys losu, siły wyższe, które to sprawiły. Bo odpuścić tak samemu ? Nie ma szans. Zapatrzony w program treningowy bardziej niż w świąteczną gazetkę z Lidla. Spełniający wszystkie założenia i ambicje trenera. Poświęcone godziny, dni, tygodnie, miesiące. Wiadra potu wylane spod skrzydeł. I tak odpuścić na trzy tygodnie przed? Nie ma szans. Prędzej umrę. Do końca to zrobię, nic mnie nie zatrzyma! Albo coś jednak zatrzyma, coś na co już nie mamy wpływu. Coś co wyczuje, że nam tego trzeba. Że jesteśmy zajechani, że zrobiliśmy dużo, może za dużo. Że naruszyliśmy znacznie naszą homeostazę. Stan, który utrzymuje nas w zdrowiu, a od którego uciekamy doprowadzając się do „odcinki” funkcji życiowych, wkraczając w coraz to trudniejsze strefy mordoru zakwaszając się niczym ogórki w słoiku (taka metafora, bo one są cudem w takich stanach). Na własnej skórze skarzonej półpaścem, doświadczyłem jak ważna jest regeneracja. Że jej brak wpływa destrukcyjnie na nasze organizmy. Ale ja to za mało. Odnajduję podobne przypadki w sporcie zawodowym. zdobywam informacje. Analizuje, przetwarzam, wyciągam wnioski… które brzmią następująco:
HOMEOSTAZA – stan, którego człowiek potrzebuje. W życiu codziennym, w życiu rodzinnym, w życiu zawodowym, w sporcie, we wszystkim.
…chcę przez to powiedzieć, że rola regeneracji w procesie treningowym jest kluczowa. Ale o tym innym razem…

pozdro z Hiszpanii

fptbty

2 uwagi do wpisu “Homeostaza… czyli Life in Balance

  1. Pingback: Preparation OCREC2019 – PIOTR PRUSAK ADHD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.