Uczta dla duszy

Myślałem o tym, kiedy się pojawi. I pojawił się. Jak na każdym zgrupowaniu sportowców. Mowa o KRYZYSIE.

Noc tragiczna. Swędzenie nóg. Jak zazwyczaj, gdy się w krzoki pcham. Przebudzenie o 4. Gardło boli – osłabienie? Ciężko znów zasnąć. Udaje się. Przez to zaspanie na poranną yogę. Ale nie tylko ja:). Ciało i głowa dostały już w dupę. Rozkminy typu „po co mi to, czemu znów się wplątałem i sam ukrzyżowałem”. Do tego doleciało info o zmianie lotu powrotnego na 6 rano. Z dojazdem do Barcelony to jest wyjazd at least o 3. Jeden dzień mniej na zrobienie challenge’a. Fuck. Ale za to wcześniej w domu będę. Tragedii nie ma, lecz plan trzeba zmienić. Podkręcić. A chciałoby się przykręcić. Dobra już. Nie marudzimy! Na trening lecimy!

SELFmotivation uruchomione. HRV nawet nie sprawdzałem. Po takiej nocy musiało być na czerwono. A ja takiej demotywki nie potrzebuje. Rozściegno mnie kłuję. Inne buty próbuje. Zmieniam Merrelle na… Merrelle. Wczoraj połówka z uruchomieniem dział buforowych do zwalczania kwasu mlekowego, więc dziś nie poszaleje. Otoczony łagodnymi górami miejsca na wybieg szukać daleko nie trzeba. Jednak jak zaleca ADHD – weekendowa aktywność w innym towarzystwie, w innym otoczeniu. Opuszczam miasteczko. Biorę bryke. Bez planowanego szczytu. Tylko łagodnie, ale w górę. Na rozwidleniach wybór tej, która bardziej stroma. I znów te życiowe decyzje:) ile razy żałowałem:(. Każde zadrapanie różami, zdźbłami czy innymi kolcami mi o tym przypomina. Tempo na dwa. Czyli w strefie II. Butów nawet nie wiążę, by mi się szybciej nie zachciało biegać. Trochę asfaltu, trochę żwirku. Nauczony dniem wczorajszym niechetny do skrótów. Biegnę spokojnie. Obok górskich, niebogatych posiadłości, przez gospodarstwa, podwórka. Dużo psów. Na łańcuchach. Ale co tam psy przy niedźwiedziach, koziorożcach czy sępach. A propos zwierzaków. Już nie reaguje tak na liczne stonogopodobne stwory czy jaszczurki, którymi tak się jarałem wcześniej. Jeszcze niedawno każdy szelest trawy mnie zastanawiał i zatrzymywał lub przyspieszał. Teraz znieczulony tym. Na kozaka, którego natura już niczym nie zaskoczy💪. Słodkie króweczki do telefonu zapraszam📸

Płynę po asfalcie.

Ale tam nade mną… na foci widać, fajne murki, skałki. Teren idealny dla OCRowca. A ja przecież aktualnym mistrzem globu trzydziestolatków podobno jestem. Wypada to sprawdzić. Na skałki pakuję się z przyjemnością, choć z daleka wyglądały przyjemniej. Bez krzaków się wydawały. Istny bieg OCR; więcej na czterech łapach niż na dwóch. Co chwila gleba i tarzanie się pod drutami pastuchami. A tych zdecydowanie za dużo tutaj. Piasków, szutrów, gówień, chaszczów i robactwa też. Sceneria trochę Afganistanu z dodatkiem moich endorfin robią ze mnie uniwersalnego żołnierza z misją w Iraku. Pokaleczone (zdjęciem uwiecznione) od kul ciało potwierdza, że to nie do końca był film. Realizmu dodaje zupełnie przypadkowo wybrana w słuchawkach nuta Gangu Albanii ze strzelającym śmiechem Popkiem. Bang! Bang!

Zaczyna się nudzić. 700 na busoli. Zbiegam. Na przełaj. Przez pola. Z nawozem. Wszędzie smród. Człowiek do wszystkiego przyzwyczai nozdrza👃. Spokojna nutka w uchu. Kontemplacja. Rozkminianie życia i sensu istnienia. Ja na 1400m wbiegam 2 godziny, a ludzie tutaj szczęśliwie żyją. I dobrze się mają. Nie narzekają. Przychodzi wspomnienie konstruktywnej rozmowy z Kozim i Serkiem, na temat egzystencjalizmu i jego sensu, a raczej bezsensu pogoni za niepotrzebnym. Bo co potrzebne to żarcie i schronienie. Tak jak mają Ci tutaj katalońscy wypasacze kóz. Bez sztucznych dóbr, pięknych ubrań, telewizorów, gdzie obecność prądu to już niezły rarytas. I co ważne – ich mocne dzieci wiedzą, że jedzenie nie rośnie w supermarkecie, gdzie wymieniane jest papierkami czy monetami u kasjerki. Chciałbym tu zostać, ale trza się zwijać. Do gorszej części wszechświata. Miałem nie wracać bez trzycyfrówki, ale pieprzyć to. Nadrobię kiedyś. Miasteczko w górach. Zajebiście. Przez ogrody daję! Przez podwórza, będące kogoś własnością. Widzę właścicieli. Ja w dyskomforcie. Po czyjejś ziemi łaże. Widząc właściciela pierwszy wyciągam łapę w górę oznaczającą „easy, don’t shoot”. Na to oni podobnie z łapą i uśmiechem krzyczą „Hola”. Pojebani jacyś! Kurwa! Nie! To ja jestem pojebany. I moja chora polska, mieszczańska mentalność! Z góry zakładam, że tak nie można. Przejść komuś po ziemi. Za to się w mordę dostaje w normalnym świecie! Confused. Uspokajam się. Kocham ludzi.

Długi asfalt przede mną. Ściągam buty. Niczym Karol BOSY wirus przemierzam katalońskie dzikie tereny z buciorami w łapach. Cudownie😍

Jedzie samochód. Zaraz. W dół może mnie podwieźć. Nic nie oszukam. Zatrzymuje. Coś tam po angielsku rymuje i… się rozczarowuje. Staruszek nie zabiera mnie na dół. Minute po nim drugi. Ten jest ziom. Joseph. W półciszy (przez moją słabizne znajomości języka) zjeżdżam prawie do spodu. Dobry samarytanin zostawia mnie pod potokiem. Korzystam.

Krio działa. Najbardziej na głowę. Sumienie się odzywa szepcząc: 700 to nie 1000! No to wio znów górę. W butach, bez skarpetek (Bez szans założyć kompresy na mokrą nogę. OK. Szanse są, ale łatwe to nie jest) a ja idę na łatwiznę. Już 15km w nogach. Wąsko pochylona szutrowa droga. Ma trwać wieczność to wspinanie 300 metrów. Włączam neta. Życie ratuje podcast BLACK HAT ULTRA z Marcinem Świercem. A dokładnie jego słowa opisujące właśnie to co teraz robię „Uczta dla duszy”. Dzięki Wam za to chłopaki. Z wdzięcznością i radością zdobywam tysiaka.

Nieco później niż planowany powrót na stadion kajakowy zakończony wspaniałym regeneracyjnyn posiłkiem i możliwością napisania tego posta.

Jakby nie było, w dwa dni zebrał się dystans maratonu i ponad dwóch tysiączków w pionie. Czyż nie wypada być wdzięczny niebiosom za zdrowe nogi?

Pozdrawiam, mocno napinając bicki

Adhd

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.