Sun(ny)day OFF

Pamiętam czas, kiedy moją odpowiedzią na pytanie „co to jest NIC” było „połówka na dwóch”. Obecnie to pojęcie nabiera dla mnie innego znaczenia. A szczególnie dzisiaj, kiedy przypada połowa zgrupowania, połowa challenge’a i przynajmniej w połowie mi się już nie chce. Wyzwaniem dla mnie teraz jest przerobić tę ilość „niechcenia” w „chcenie”. A ma mi w tym pomóc ten dzień. Wyczekiwany. Niedzielny Day Off. Off training of course, bo obowiązki wciąż zostają. Dzień bez szaleństwa, spokój i harmonia, bez neta. Coś pięknego. Coś co się należy. Wypłata.

Wgłębiając się w moje uczucia i odczucia… w ogóle to jestem zjebany. A w szczególe to:

-zaskoczony (tym, że jest trudniej niż się spodziewałem),

-rozczarowany (że jestem słabszy niż myślałem

-osłabiony (co pokazuje mój układ parasympatyczny objawami m.in bezsenności, lada chwila opryszczka na ryju wyskoczy) ,

– wkurzony (gdyż, nie mogę się cieszyć z tego co już osiągnąłem),

– obolały (od achillesów po gardło),

– rozdrażniony i wkurwiony!

Te i wszystkie powyżej uczucia i emocje w dużej mierze są spowodowane tym⬇

… pieprzonym swędzeniem! Powoduje to taką złość i rozjebanie emocjonalne, że sie w pale nie mieści. Poważnie. Bywało już tak. Po Barbarianie czy krakowskim Commando Race’ie, gdzie po chaszczach, krzakach i bagnach się ścigałem. Moja reakcja organizmu na takie akcje jest tragiczna. Odchodzę od zmysłów, drapiąc do krwi – pościel już bordowa. A to nie barszcz ani okres:) To ciężki okres anafilaktycznego wstrząsu, w którym jestem sam dla siebie i pewnie dla innych potworem, chcącym obedrzeć się ze skóry, powięzi i mięśni. Najchętniej to bym się zakopał w śniegu…

I dlatego po kawuni i lekturce postanowiliśmy pojechać do śniegu. Na Finał Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim. Bo to zaledwie 40km od nas. W górnej Andorze.

Super sportowe emocje zalane Miguelem, słońce i majestatyczna sceneria pozwoliły zapomnieć na chwilę o tym trądzie na kończynach. Oglądanie na żywo światowych zawodników tnących nartami biały lód działa zdecydowanie lepiej niż kilogramy calcium i witaminy C wciągnięte przeze mnie do tej pory.

Teraz już po powrocie z górskiej bajki i do sieci zła (strasznie męczy ten internet) znów mi się włącza to coś. Z pomocą jeszcze przychodzi galaretka aloesowa niezawodna jak zawsze w takich momentach.

Pewnie czekasz Drogi Czytelniku, śledzący mój everesting (okazało się, że tak nazywany jest trend/program zdobywania wysokości którą sobie ustaliłem {dzięki Kacper za info}), aż podam liczbę kilosów, którą już nagromadziłem? Rozczarowuje. Nie mam jeszcze podliczone. Szczerze. Nie miałem na to ochoty. Chciałem od tego odpocząć i nie patrzeć w komóre. Oscyluje w okolicy połowy dystansu. Ale upewnię się i wrócę tu.

Adhd

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.