Neweek Newenergy

Zmęczony już niedzielnym narzekaniem o zmęczeniu i swędzeniu, wstaję i zaczynam dzień jak trzeba. Standardowo yoga, tłuste śniadanie i od razu w góry pakowanie. Niedzielne uwolnienie od pajęczyny zła (czytaj internet) przyniosło pozytywny, porządany efekt. Tak się składa, że w okolicy wszystkie pobliskie szczyty zbiegałem, a powtarzać się nie lubię, więc podjazd pod granicę Espaniolsko – Andorską robię. Tam są już konkrety.

Nastawiony raczej na chodzenie niż bieganie. W tym celu teoretyczne szukanie szlaków trailowych było. Szukaj… a nie koniecznie znajdziesz. Mi to zajęło 10km, 90minut i 700m w pionie. Podczas tej asfaltowej przeprawy stworzyłem nowy przelicznik tempa. Biegnąc średnio, w średnim tempie, w średnio nachylonym terenie (<10%) w 10minut pokonuję 100m w pionie, czyli nazwijmy to 100m/10minut albo 600m/godzinę (mnie zajęło dłużej, bo to fociaki, bo to szukanie szlaków, bo to brak zdecydowania, w którą skręcić, i rozmowy telefoniczne z trenującymi w Polsce podopiecznymi). Nawet podcast wchodzi, namierzając mi wartościowy blog KULINARNA STRONA Mocy (nie tylko o jedzeniu). Otoczka skalistych, bardzo ślicznych szczytów. Biegnę. Rozmyślam. O Uli. Siostrze. Ma dziś urodziny. Gdyby żyła to 43

W miejscowości CIVIS (1500m.n.p.m) przepinam się na szlak jakiego szukałem. Za jakim tęskniłem. Oznaczony kolorem. Gdzie są normalne kamerdole. Gdzie zmuszony jestem podnosić giry, by stawiać kroki. Gdzie jest jak w Tatrach. Gdzie czuję, że sie wspinam w górę.

Pomimo, że szlak zamknięty na ten okres i wyraźnie moje oczy przyciągnęła informacja o wysokości mandatu, ładuję się w niego na rozpędzie. Szybko zdobywam pierwszy szczyt nad miasteczkiem (1800m.n.p.m).

Ale mało mi. Celuje w następny. Idę, czasem podbiegam. Obliczam swoje tempo 180m/10min. Zauważam, że wyprzedzam trzykrotnie czasy podane na tabliczkach. Nie wiem czy jest to wynik oglądanego wczoraj Marvela, czy mój podjar górskim podłożem, ale czuję się jak nowopoznany przeze mnie bohater DeadPool z nadludzką siłą. Ja to naprawdę lubię. Teren wymagający użycia łapek, gdzieniegdzie śnieg. Ja to kochaaaaam! Przypomina mi się brat. Zapieprzał po górach w dżinsach Livajsach wykrzykując „są łańcuchy – jest zabawa” mijając wlekących się w klapkach turystów na Orlej. Obecnie Tomasz, zajawił się innym farmazonem. Testuje sprzęt skiturowy. A raczej testuje ludzi, którzy dają opinie o tym sprzęcie, by później móc wjebać tym, którzy się mylili, haha. Ciekawa postać. W moich ostatnich prelekcjach dużo mówię o hormonie FIGHT or FLIGHT kortyzolu, który wpływa na produkcję adrenaliny (albo na odwrót:) wywołującym stres i wkurwienie. I związanej z tym umiejętności opanowania i przełączania się w wyciszający tryb wydzielania uspokajającej melatoniny i testosteronu. U niektórych osób z zaburzeniem tej umiejętności włącza się tryb produkcji noratestoadrenorozkurwiacza powodując niezły dym. Ale Tomek tak nie ma. On jest spokojny.

Przede mną kolejny szczyt. Może pięć, góra dziesieć minut do niego. To chyba będzie już ostatni. Bo zimno. I za długo już tu jestem. 2300m.n.p.m. zdobyte!🏔️ 1600m uzbierane. Ale czad. I siły na skakanie zostało:)

Podniecenie gigantyczne. Widoki majestatyczne. Wszędzie gdzie popatrzę i nie popatrzę są góry. Zielone i białe. Tuż to istne pirenejskie Karakorum. Awesome. 🏔️⛰️🏔️⛰️🏔️⛰️🏔️⛰️🏔️⛰️🏔️⛰️🏔️

Schodzę. I znów podchodzę. Ale już nie wchodzi tak łatwo. W myśl prawdy głoszonej przez wszystkich himalaistów; po zaliczonym szczycie tylko w dół, głowa nie pozwoli nogom już wychodzić. Ja jeszcze szarpnąłem się trochę, licząc, że to pozwoli mi na szybsze, krótsze zejście. Gdyż widziałem linie. grań, która mnie sprowadzi do Civis, miasteczka u dołu. Teraz moge stwierdzić, że w dupie byłem i gówno widziałem, a nie linie. Z wysokości to się wydaje, a nie widzi. Widzę trawkę, która w realu jest jebitną kosodrzewiną sięgającą do bioder. I co z tego, że mam na sobie Merrellowsko – PitBullowską zbroję. Kłuje w tyłek i wszędzie tam, gdzie swędziało i poraniło na wcześniejszych wypadach. Z góry teren wydawał się wypłaszczony. Tu jest mocne 3D, z kruchymi wysokimi skałkami, po których trza zejść. Ekspo nie było, ale upadek groził bankowym połamaniem gnatów (żeby jasność była, ekspozycja po mojemu to ściana skalna, z której po odpadnieciu nie ma złamania – od razu śmierć). Żałuje wybranej drogi „na skróty”. Który to już raz?! Ważne, że wysokość tracę. Tracę też energię. Ale nie głowę. Jestem ostrożny. Zdaję sobie sprawę, że uraz tutaj to zagłada. Pomocy żadnej. Jak tu wogóle podać lokalizację? Mnie tu wogóle nie powinno być. Jestem czujny. A tu TRACH!!! Kostka! Prawa. Ból. Daje radę, ale wiem, że gdyby nie mobilka jej z rana ten przekroczony zakres torebke by rozerwał. A wtedy masz babo placek. I po challengu. Cztery tysiaki dla Brzega i wyrzucony z Podhalańskich Dzików. Pilnuj sie Piotrze☝️. Znajduje żółty znaczek szlaku na drzewie. Moja radość jest nieziemska😀😅😄😃

Cel wreszcie osiągnięty. Czułem, że ktoś nade mną czuwał. I ja wiem Kto.

Teraz tylko/aaaaaż 10km asfaltem w dół😓. Podwózka konieczna. Jak na złość dwa auta w górę. Nie dziwi mnie, że żaden w dół. 6km do końca. Bejca zjeżdża, która przedtem wyjeżdżała. Parka. Andre&Yolanta z Andorry. God bless them.

Jeszcze tylko supermarket. 2 kilo soli. Kąpiel. W której z drzewa na głowie sypią się igły kosodrzewiny. 1700m mam. Zadowolony. Tylko jedno pytanie się nasuwa; Jak trenerze Piotrze zrobic po tym przysiady i Thrustery na siłowni? Impossible

Na foci wskazuję szczyt ponad 2700m.n.p.m. Nie wątpisz chyba, że biorę go pod uwagę?

Yours Adhd

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.