Summary of Everesting

Challenge „Mount Everest w 14 dni” zakończyłem w 11dni, trzy dni temu. Lecz przez te trzy dni nie mogłem się pozbierać do napisania podsumowania. W dużej mierze spowodowane było to rozmiękczeniem mózgu podczas ostatniego dnia zdobywania najwyższego szczytu. A w jeszcze większej mierze przez brak umiaru w „oblewaniu” zakończenia zadania niesportowymi napojami z bezcłówki. Niemniej jednak pokazuje to, że bardzo zmeczyło mnie to całe przedsięwzięcie. Jego sposób, tempo i ta ciągła chęć przyspieszenia i przekraczenia granic. Nawet po ciężkiej treningowo ostatniej środzie, kiedy planowany był recover, mi do głowy strzelił zrobić finał w czwartek. Niesiony hasłem powtarzanym do mnie od zawsze przez ojca „co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj” chciałem sobie podnieść poprzeczkę przez skrócenie akcji do 11dni (tak lepiej brzmi:). Nagrodą miały być dwa ostatnie dni zgrupowania przeżyte w wolniejszym tempie, bez logistycznego szaleńczego organizowania czasu, po prostu relaks dla złapania równowagi (ewentualnie z siłownią, którą ostatnio lubię:). Jednak będąc szczery sam ze sobą i z Tobą SuperCzytelniku, moja pauza trzydniowa była spowodowana chyba niemożnością odpowiedzenia sobie na pytanie, które wszyscy pewnie chcecie mi zadać – „po co to? W jakim celu to robię”. Różne odpowiedzi krzątały mi się po głowie: „bo to lubię wyzwania” , „bo chcę się sprawdzić”, „bo chce urozmaicić zrobienie siły biegowej”, „bo tak”, „bo chce by mi szybciej czas minął do powrotu do domu” i dużo jeszcze takich. I wszystkie te answery są prawdą. Jednak najmocniejsza prawda przyszła dzisiaj. Razem z widokiem, który ukazał mi się podczas przebudzenia w ciężkim dla mnie locie z Nepalu… tzn. z Hiszpani.

Oczom moim ukazały się góry. Dużo gór. I wtedy zrozumiałem, że do nich mnie ciągło. Do nich byłem stęskniony. Zabiegany OCRami i życiowymi sprawami w ostatnich miesiącach utrudniły mi kontakt z tą prześliczną naturą. To wymyślone przeze mnie wyzwanie było działaniem chwili po przebywaniu w górskim lesie (na zgrupowanie jechałem z zamiarem zrobienia z siebie crossfit’owego potwora:). Czy żałuję? Nie. Czy było łatwo? Nie. Czy to powtórzę? Nie. Co zyskałem, a co straciłem? Już przedstawiam:

I GOT:

– satysfakcja

– wagę ciała (pół kilo na każde udo)

– kondycję

– siłę nóg (pozostałe partie nie utraciły tej cechy)

– piękne widoki

– fanów, takich jak Ty:)

I LOST:

– mobilkę w biodrach

– szybkość nóg

– parę butów (to nie antyreklama- miałem je trzeci rok)

– w oczach tych którzy myśleli, że jestem normalny:)

Liczby i fakty:

2️⃣3️⃣h4️⃣1️⃣minut – łączna aktywność biegowa (9 treningów)

8️⃣8️⃣9️⃣0️⃣m – dystans w pionie (wieżowiec na Mount Evereście)

1️⃣3️⃣9️⃣. 5️⃣km – dystans w poziomie

4️⃣1️⃣9️⃣8️⃣0️⃣kcal – wydatek energetyczny wszystkich aktywności na zgrupowaniu (z siłownią i zajęciami yogi)

1️⃣kg – przybrana masa ciała

1️⃣% – zmniejszenie ilości tkanki tłuszczowej

Tyle w liczbach.

Dziękuję za słowa wsparcia, maile, telefony. Dodawaliscie mi powera do biegania i pisania. Powstało niezłe z tego opowiadanie😉

Czy chcesz wiedzieć którą chwilę uważam za najprzyjemniejszą?

Ta. Wracam do rodziny❤️

Yours grateful Adhd

Jedna uwaga do wpisu “Summary of Everesting

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.