OCREC2019

Zacznę od tego, że jestem nadzwyczaj zmęczony. Nie jestem pewien czy to określenie właściwie oddaje mój stan, ale chcę zaznaczyć wyjątkowość tego uczucia, gdyż w wielu wyścigach weekendowych (więcej niż jeden race) brałem udział, lecz po niewielu czułem się jak teraz. Wycieńczony, zniszczony, exhausted, dorypany, zjebany, słaby, podrażniony, rozdrażniony… każde z tych po trochę opisuje mnie w tym momencie. Nie jest to do końca spowodowane samym wysiłkiem startowym. Czyli poza tymi dwudziestomaparoma kilometrami zniszczył mnie spadek odporności, który towarzyszy sportowcom podczas szczytu formy. Zbadane, udowodnione zjawisko dopadło i mnie. Bo nie da się ukryć, że ze „szczytowaniem” trafiłem idealnie pod Mistrzostwa Europy. Obniżenie odporności objawiło się uaktywnieniem nie tylko wirusa (bakterii) opryszczki na wargach, lecz także rotapodobnego, ściskającego brzuch, powodującego biegunkę, bezsenność i jumanji w głowie. Piszę to w trybie pewnym oznajmiającym, gdyż nie pierwszy raz dopada mnie coś takiego. Po Mistrzostawch Polski w Gdynii 2018 były podobne zawirowania; morda obsypana, bezsenność – dołożona przez JetLeg w podróży do Rio) i w efekcie… Półpasiec. Po MŚ w Londonie podobnie – ja i połowa drużyny (Ci co więcej trenowali:) chora po przylocie do Polski. Normalka. Cena jaką płaci się za formę. Za wynik. Za zarzynanie się i wyostrzanie podczas trenowania sportów wytrzymałościowych.

Może wystarczy o tych skutkach ubocznych wysokiej formy i poopowiadam o przyjemniejszych chwilach konsumpcji tego co wytrenowałem. A zrobię to w kolejności achronologicznej (nie wiem czy takie słowo istnieje:), to znaczy wspak (backward). Jak Fatality w ułatwieniu. Jak film Memento. Jestem przekonany, iż Ty inteligentny czytelniku poradzisz sobie z tym i nie stracisz uwagi 😉

Sobota 29/06

Podium. Koronacja. Proud of myself, of all Polish medalists, and the most of my Son NIKODEM🥉. Mega przeżycie dla niego, otulony biało-czerwoną🇵🇱 flagą wychodzi na podium przed publicznością na stadionie. Chłopaki i dziewczyny ścigają się w sztafetach. Polacy zdobywają brąz w Team Relay. Niko zdobywa brąz w Kidsach. Ja to wszystko obserwuję w rozkoszy zdobywając 35.rok życia🎂. Od rana otrzymuję mnóstwo gratulacji i łechtających ego słów od ludzi wokół. Thanx!🖐️

Friday 28/06

STANDARD COURSE – 15km 🎥

Około pół godziny po starcie udaję się szczęśliwy na regeneracyjny, nie tak wielki jak dzień wcześniej posiłek. Nawadniam się na full. Wystraszony mocno pomarańczowym kolorem swojego moczu wlewam hektolitry napojów🥤. Piłem podczas biegu na każdym punkcie, a było ich wiele (podzienx dla organizatora). Jednak zwykła woda najwyraźniej nie zaspokajała potrzeb mojej dobrze rozkręconej maszyny. Przybiegam na metę. Wpadam saltem jak to Tymek określił. Nieświadom wyniku. I kilku faktów z trasy. Zagubienie lekkie w czasoprzestrzeni. Nie kojarzę kiedy mijałem rywali. Mega zadowolony jednak ze zrealizowania założonego zadania. Dobiegają głosy, że wygrałem. Ja pierdolę! NIEMOŻLIWE. A jednak…

Robię ostatnią przeszkodę jak wszystkie inne „od strzała” (by the way kto zapoczątkował ten sposób opisywania bezbłędnie zaliczanych przeszkód? Mi się to kojarzy z Pumpkiem:). Podobno widzę i patrzę na Mateusza, który „od strzała” nie przechodzi Fatality. Ja tego nie pamiętam. Wydawało mi się, że mijam go na Chomiku Latającym. Na Destiny, dopingowany przez Gorącopotokową Lożę Szyderców budzę się z nużącego biegu w nieszybkim, człapiącym tempie. Drabine Salomona i Wariata robię w wariackim tempie. Widzę naszą najtwardszą żenę Kachę. Wydaję mi się że zamawia taksówkę, ale to pewnie przywidzenie:). Tam też uwalniam się od Piotrka. On i Mateusz na odcinkach biegowych gwałcą mnie od początku odbierając mi poczucie męskości. Co udaje mi się ich przechytrzyć na błyskawicznie pokonywanych przeze mnie przeszkodach oni znów atakują od tyłu skutecznie obniżając moje morale. I na nic wtedy zdawał się self motivation, że oni są „świeżynki” po odpuszczeniu wczorajszego Short’a. 2/3 trasy za mną. Zadowolony, że skurcze nie się nie pojawiły. Wypijana przez ostatnie dni sodowa woda🧂 uderzyła skutecznie do głowy tzn.mięśni. Drugi żel oszczędnie pochłaniany przez kilka biegowych minut. Lecę realizując co postanowił Coach – „rób swoje, bez przypałki na biegu, bo stracisz moc na ostatnie przeszkody”. Snake zrobiony petarda po opróżnieniu Squizzy Gel’a by się nie rozlał na dupie przy niefartowym docisku. Gonię i szukam Tomka, który odszedł na North Pole’u (nie znalazłem go przez cały wyścig). Na tej przeszkodzie spinka przy kolejce. Wrzeszcząca sędzina wzbudza grozę podnosząc nam ciśnienie. Znajduje się cudowny Samarytanin z Polskiej ekipy 25-29 (kiedyś Cię odnajdę, Najdroższy) i puszcza nas z Mateuszem, wykrzykując, że chce nas za to widzieć na podium. Proszę bardzo. Dla Ciebie. Pętla z worem. Robię tam swoje. Robię tam wszystkich. Jak na Dzika przystało. Zbieganie przed worem. Widzę i czuję kto się będzie liczył; Italian, Ukrainiec, Białorusin oraz nasze biegowe strzały Tomek Danielkiewicz, Mateusz Krawiecki i Piotrek Król🏃‍♂️🏃‍♂️🏃‍♂️. Widząc, że Proformak kręci film i ciacha foty łamię założenie na pierwsze metry i strzelam jak z procy uzyskując prowadzenie po wylocie ze stadionu. Start! Pełne skupienie. Oddech wyrównany. Przypomnienie i wizualizacja co jest do zrobienia.

Thursday 27/06

SHORT COURSE – 5km

Kończę dosyć świeży, mega szczęśliwy, zadowolony, spełniony zadaniowo i jak się okazuje… jest dobrze wynikowo. Wygrana w kategorii z wielką (prawie 3min) przewagą. Czas godny czołówki w Elite. Bez ran, bez otarć, dłonie całe. Rok temu łzy bólu, teraz ewentualnie szczęścia. „Aleś poleciał przeszkody” – w głowie taka myśl. Potwierdzona dokładnie takimi samymi słowami małżonki Bunii oraz świadków zdarzenia. Przygotowany „na zapas” w przeszkodach, nie tracąc w biegu i czując się dobrze z worem na barkach nie mogło być inaczej. Trafiłem z formą. To jest ten dzień. To był ten race. Udało się. Udowadniam sam sobie, że Londyn to nie pomyłka, innym, że to nie przypadek. Potwierdzam uzyskanie gazu na najważniejszy start sezonu (o sposobie produkcji tego gazu w innym poście). Ostatnie, najtrudniejsze teoretycznie przeszkody robię bezbłędnie z poczuciem, że nawet pomyłka, ześlizg łapy pozwoli mi się utrzymać na drugiej. W końcu to było trenowane podczas Ciabatty (nazwa autorskiego treningu, który dobrze znają i kochają podopieczni:). Lekki strach przy równoważni po widzianym wcześniej tam szczęśliwie zakończonym dramacie Dawida w fali Elite. Jednak pewność kroku po motywującym wrzasku Gałdynia robi robotę. Zaskoczony jestem nieco siatką na Bizonie. Jednak nie na tyle bym spadł. Pijąc na pktach wodę dla zasady, nie czuję się bardzo spragniony. Pogoda dobra. Można cisnąć. I to robię od samego początku. Już nie gonię. Tylko uciekam. 3…2…1…. START! Na spokoju. Nie sprintuje. Nie przypalam. Obserwuje, kontroluje innych i… swoje emocje.

WEDNESDAY 26/06 – przyjazd do Gdyni na Mistrzostwa Europy OCR

Nastawiam łepetynę „RÓB SWOJE, A ZWYCIĘSTWO BĘDZIE TWOJE”

4 uwagi do wpisu “OCREC2019

  1. Agata Wichrowska

    Przeczytałam całość i teraz dopiero uświadomiłam sobie jak cie nie doceniałam. To czego dokonałeś jest niesamowite i godne podziwu. Mam nadzieję że szybciutko zregenerujesz siły. Uwielbiam czytać twoje posty tym się wręcz zmeczyłam 😊 nie dziwie s i e że ty czujesz się tak jak piszesz. 👏👏👏

    Polubienie

  2. Pingback: Preparation OCREC2019 – PIOTR PRUSAK ADHD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.