Dziki Weekend w Niżnych Tatrach

Sobota 5 rano. Oficer Dzik przyjeżdża z hiszpańskich wojaży do domu. Powinien odpocząć. Zamiast tego zabiera ukochaną i udaje się do NT – dzikiego miasta na Podhalu. Wchodzi do kajuty Kapitana Dzika. Jego dziary mówią wy*****aj, ale niewinna twarzyczka zaprasza na kawcie. – Dziękuję, od trzech dni nie pije – odpowiada sierpniowy abstynent, którego uwagę przyciąga podpięty do ładowania V800. „Będzie bieganie” pomyślał. Nie mylił się. Byli umówieni na poznanie słowackich terenów treningowych. A, że jest okres mocnego rozwijania strefy cardio💓logicznej zabierają kolejną połówkę Serca 💔 by było romantyczniej. Szwedzki, mechaniczny koń imieniem Saab, zawozi całą czwórkę 👯‍♂️👯‍♂️ galopem do przeuroczej Demanovskiej Doliny🏞️. Oczy dostrzegają szczyt Chopok⛰️, którego nie da się odmówić. Chłopcy odmawiają natomiast dziewczynkom towarzystwa na 3 godziny. Góry wołają! Kotłujące się chmury nie wystraszają mocno napalonych na scyrunning chodoków. Wyposażeni w cieniutkie pelerynki olimpijki, w tempie 10min szybko – 10min wolno udają się na grań. Piździ jak u Scyzorów. Po słowacku: fuka. I to mocno. Peleryny ratują życie. Chopok zdobyty i zabiegany trzema drogami. Żółto – czerwono – niebieski szlak z pewnością nie był przez nikogo wcześniej tak szybko zrobiony. 1100⬆️ 16km➡️ is done. Chłopcy zjawiają się na umówioną kolację, ale… zaskoczenie. Dziewczyny zaczęły dużo wcześniej. Od deseru, czyli czerwonych winogron, które po spożyciu powodują błogi stan Jumanji. Tak więc cała czwórka w podobnych humorkach siada do obfitego stołu. Na winogronowy deser jest jeszcze miejsce. Tak smakuje, że wjeżdża jeszcze nieraz tego wieczora, a może już nocy:)


Niedziela 6 rano. Poranek ciężki, suchy, ale nie chodzi o pogodę. Ta nie za przyjemna. Znów w kieszeń pakowane woreczki ratunkowe. Tym razem po stoku, na szlak zielony i Chopok od lewej zrobiony. Tempo pięć mocno – pięć luźno. Ale to abstrakcja. Nogi nie działają. O pomoc wołają. Energia maleje, a wiatr mocniej wieje. Psycha siada. Duch walki zanika. Widoczność również. Do szczytu jeszcze… no właśnie ile? Komfort się skończył, a raczej został w łóżeczku 1000m niżej. Ukazuje się kozica (albo omam), wskazując znak Chopok 1h. W mordę! Kapitan – choć blady – nie rozważa odwrotu. Lecą dalej. Między DZIKAMI nawiązuje się niemy dialog wzajemnego wsparcia. Przyspiesza to zrobienie tej części grani w  20min. Zaczyna się walka z samym sobą, z zimnem i z głodem. Captain wyraźnie daje do zrozumienia że bez „piany” będzie ciężko. Jest szczyt. Pod nim schronisko. A w nim ciepło . Ups, nie ma kasy💷. Jest telefon. A w nim karta. Wreszcie piana… Kofoli. Spijają do woli… i łogień. Bo Loszki w zagrodzie z umówionym na 9:00 śniadaniem czekają. A Ci tutaj na granii umierają. Przebywanie w tej strefie zbyt długo w obu przypadkach wiąże się z poważnymi konsekwencjami. Wreszcie zbiegają. Po stoku narciarskim. Jak najkrócej, jak najszybciej. Wtedy w głowach rodzi się kilka sportowych pomysłów, niekoniecznie powiązanych z OCRami. 1300m⬆️ 19km➡️ zrobione.


9:01 świńsko głodne Dziki wpadają do koryta🧀🥪🥣🍝. Jedzą ile widzą, a nawet więcej. Zlizują sztućce talerze, patelnie szukając słodkości by uzupełnić niedobory cukru🍰🍩. Zasłużyli na pyszną kawę☕ i parzoną miętę🌿.
W błogim stanie, w spełnieniu, zdrowym zmęczeniu, wybiegani, do Spartana przygotowani, dwa najstarsze w stadzie Dziki cieszą się końcem weekendu. Bo co więcej trzeba… DZIK SYTY, A LOCHA ZADOWOLONA.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.