Ultra positive surprise

Ukończyłem, nie odpuściłem, w limicie się zmieściłem i szczęśliwie oraz wysoko zaliczyłem Utra Spartan Race w Krynicy. Również wysoko oceniam tą imprezę. Bo zdaję sobie sprawę, iż nie należy do łatwych przygotowanie 50ęciu kilometrów trasy dla wymagających (obecnie bardzo) Spartanów.  Ja też byle czym się nie zadowalam, a ten event zaskoczył mnie bardzo. W wielu kwestiach. Począwszy od organizacji, trasiaka, klimatu na moim wyniku kończąc – wygrana w Age Groupie.  Pierwszy nice suprise pojawił się z chwilą wpadnięcia do miasteczka. Zdziwko było widząc tak dużą ilość człowieków. Szczerze, spodziewałem się grupy ok. 300 spartańskich wojowników, może  dodatkowo kilkunastu amatorów, kilku pozorantów i garstkę debiutantów, do których zaliczałem się ja sam. Było jednak inaczej. Przywitało nas zdecydowanie większe grono żądnych wyzwań, wypełnionych pasją, radosnych ultramaratończyków, a może lepiej zabrzmi ultraspartańczyków. Na których ja patrzę teraz zupełnie inaczej. Ale od początku…

…czyli od zakończenia Mistrzostw Europy. I roztrenowania następującym po nich. To czas wyznaczania następnego sportowego celu – nie myl proszę, Piotrze z życiowym, bo często to robiłeś:). Otóż ciało i duch nie cierpiący próżni, nudy oraz stagnacji i zbyt dużej stabilizacji nie miał ochoty znów przechodzić przez podobne, aczkolwiek dosyć efektywne treningi, przygotowujące do Mistrzostw Polski OCR. Ale z tym wiązałoby się ryzyko kontuzji, nadmiar zrogowaciałego naskórka na dłoniach i utrata „zapału do napieprzania”. A mój „wewnętrzny zarządca” nie miał na to ochoty. Za to miał ochotę na trochę imrowizacji i nieplanowanych  wyskoków górskich, które zawsze kochał. W rozmowach między z Dzikami, gdzieś przewijał się temat Krynickiego Spartana. A nawet rozważania zaliczenia Utra. Do tego okoliczności spędzenia niedawnych kajakarskich zgrupowań w hiszpańskich Pirenejach oraz cudowny weekend w Niżnych Tatrach słowackich sprawił,  że słowo Ultra zaczęło nabierać większego znaczenia. Tak więc głowa chciała, nogi pozwalały więc pozostawało tylko kupić (a właściwie odkupić) pakiet i zmienić priorytety tj. postawić Krynicę ponad Radotki. A jako treningowy świr wiem że to dwa przeciwne kierunki ⬅️➡️. Decyzja podjęta. Ale jak to ugryźć? Co robić? Do tej pory najdłuższy mój bieg to maraton, który trwał zaledwie 3,5godziny. Do tego po asfalcie, bez gór. A tutaj zapowiada się dwa razy dłużej. A mnie skurcze po dwóch godzinach łapią. Beasta z trudnościami niegdyś kończyłem. Wyzwanie jest niemałe. Dlatego się podejmuję.

Zaczęło się katowanie nóg i zbieranie przewyższeń. O przeszkodach zapomniałem (jeszcze tego pożałuję:), siłę podtrzymywałem. Dużo tlenowej pracy, a interwał jak się pojawił to też na pochylonym terenie. Czując jak poślad i udo nabierają „jędrności” i siły nie miałem złudzeń, że się wzmacniają.  Skutkiem ubocznym była utrata szybkości. Pogodzony z tym przemierzałem górskie tereny, próbując i dopasowując obuwie, testując formy nawodnienia i nierzadko totalnego odwodnienia,  a także zjeżdżałem górskie drogi na Czarnej Kozie (moja  nowa szosówka:).

W teamie ustalone – Sobota Prusak i Mikrut lecą Ultra, Niedziela Dziki miażdżą SUPER. Wreszcie nastąpił ten czas. Logistyczne – a także i logiczne ustalenie noclegu w Sączu by skrócić samochodowy dystans do Czarnego Potoku. Przygotowywanie wałówy tj najróżniejszych kasz, ryżów i makaronów. Porady Guru – najbardziej doświadczonego w Ultra Dzika Mikruta sprawiają, że zamiast czterech żeli, zabieram osiem. Cenne uwagi na temat sposobów wspomagania zdobywania tego ultra dystansu takie jak zadbanie o dodatkową odzież, skarpetki, obuwie, krem, latarkę, zmieniają podejście do zawodów na bardzo profesjonalne. Kwestię nawadniania, przed jak i w trakcie oraz suplementacje pozostawiam sobie i swoim przekonaniom, bazując na obserwacjach zawodników, nabytej wiedzy oraz doświadczeniu czyli poznaniu reakcji swojego organizmu na różne warunki.

Rano pojedzony, przez  kolegę nastraszony, uderzam z Towarzyszem Mikrutem na Krynicę. Ten, po moim wstępnym zaskoczeniu, o którym mowa na początku, wprowadza mnie w świat Spartan Race. Świat o którym trochę zapomniałem, trochę olałem… jakiś czas temu. Zbijając piątki z uśmiechniętymi, pozytywnie nastawionymi buźkami zaczynałem również podnosić moje zamulone, ściągnięte w dół kąciki ust. Po sprawnym załatwieniu registerki, organizujemy przepak (transition area) – coś nowego dla mnie. Tam w czarnym, oznaczonym cyferkami z czoła worze, ładnie ułożone i przygotowane buciki, w nich skarpetunie. Obok worek z odzieżą zamienną – koszulka na wypadek obtarcia sutków i ekstra spodenki by nie świecić dupą w przypadku rozdarcia:). Okularki w etui na mocne słońce i dla lansiarstwa. Krem dla nasmarowania obartych części ciała. Termos z ryżem, kaszą i warzywami szczelnie zamknięty. Obok łyżeczka. Dwa gęste żele Vitargo, dwie buteleczki wysokokalorycznych odżywek dla chorych, dwa  banany. Wszystko dookoła dużej, plastikowej butli z rozcieńczoną odżywką z minerałami. Focia na fejsa. Powrót do auta. Standardowy rytuał przedstartowy ONO (opróżnienie&nawodnienie&oddech). Krótka rozgrzewka. W oddali widzę i słyszę tłum (nie przesadzam) startujących w innych falach. 7:20 moja kolej. Jaram się. Nie stresuję się. Jest inaczej niż zwykle. Wizja półdniowej walki z samym sobą sprawia, że tolerancja na ewentualny błąd na przeszkodach jest większa. Co tam dwuminutowe 30 burpees przy takim dystansie? Speaker klasycznie wykrzykuje pytanie: „Spartanie! Jaka jest Wasza profesja?” Na co wszyscy z automatu w myślach wrzeszczą „Arooo, arooo, arooo!”. I wtedy każdy z osobna, który podjął decyzję przeżyć tą mękę, zapomina kim jest; adwokatem, lekarzem, kelnerem czy młotkowym. Nie pamięta o obowiązkach na przyszły tydzień. Wszelkie problemy, niepowodzenia w głowie znikają wraz z dymem racy startowej. Liczy się tu, teraz, za chwilę, za godzinę. Bez patrzenia na przeciwnika. Tutaj to nie ważne. Nie na tym dystansie.

Wtedy zaczyna się ponad siedmiogodzinna, strategiczna, piękna gra decyzji, do opisania której potrzebuje następnego posta. Stay tuned.

Jedna uwaga do wpisu “Ultra positive surprise

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.