R2S – Hala Łabowska

Kładę się spać z myślą o jutrze. O środowej akcji najszybszego pokonania trasy na Halę Łabowską. Z powodu meczu piłkorzy i pożegnania Piszczka wrzucam późno smakołyki do brzuszka. Zasada Interpittent Fasting (12godzin postu) powoduje, że prace zaczynam na czczo tak jak lubię. Ok. godziny dziesiątej wjeżdżamy z Niko do BESKIDU na śniadanie. Bardzo dobrze zbilansowane śniadanie. Dużo i po równo tłuszcza, węgla i białka. Tak by nie brakło na popołudniowy wybieg.

Niko do szkoły a ja w dom na przebranie. Jeszcze przedstartowa Kawunia z dwiema kulkami mocy. Bidon z Zuberem i kretką oraz żel. Tyle mi trzeba. Ubieram się „na długo” – chyba zmarzłem na skuterku:).

Kofeina i kreatyna


Przed godz. 13 jestem w miejscowości Składziste. Tułów  zmieniam „na krótko”. Koszulka i na to różowa rowerówka (przydatne tylne kieszenie). Tutaj jest cieplej niż w Sączu. To chyba inwersja się nazywa. Podjarany jak przed zawodami sprawdzam czy wszystko gotowe. Czyli co? Przecież ja nic nie potrzebuje. Robię fociaka siebie, potem miejsca startu, włączam Polara i ogień. Zaraz. Może rozgrzewka? Ale po co? Ok, przykuc, pompki na bezdechu i gotowy.

Na wszelki wypadek włączam w telefonie Strave jakby zegarek miał szlak trafić, a ja miałbym nie trafić na szlak. Biegnę. Zajebiście się czuję. Na ok. drugim kilometrze pojawia się rozwidlenie. Konsternacja. Czy to nie w lewo miało być? Chyba nie, nie kojarzę tego z zimy kiedy z Kurą na skiturach tam lataliśmy. Ale to po śniegu było. Trzeba na mapie sprawdzić. Fuck. Z minute straciłem. Uczucie rozczarowania jak na zawodach. Do tego bidon gubię. Biorę go w łapę i lecę dalej. Asfalt się kończy, skręcam w lewo. Lapuje zegarek. Tu będzie pierwszy segment (R2s1). Teraz po bitej drodze podbieg w podobnym nachyleniu. Około 10 minut. Serducho  w mocnej czwartej strefie. Ale nie w piątej. Tam nie chce. Nie lubię póki co. Zmiana terenu w dół. Przy Wierchu nad Kamieniem, albo Kamieniu nad Wierchem. Znów stukam w zegarek (R2s2). Teraz kilometr zbiegu i rozwidlenie. Biorę w prawo do góry. Już niedaleko. Ok. 5 minut. Przyspieszam bo dobrze jest ze mną. 5 strefa, ale cóż, to przecież finisz. Widzę dach schroniska. Dobiegam. Do dalszego końca. Nieco ponad 40minut. Nieźle chyba, ale niedosyt lekki przez tą stracona minutę. Uspokajam się żelem. Jest pyszny. Jest nagrodą.
Po odfoceniu zegarka i siebie na mecie ubieram pelerynke olimpijkę i zbiegam w dół. Luźno, ale pilnując techniki. Doskonały trening zbiegania robię. Zatrzymuje się porobić fotki drogowskazy. Dla Ciebie na przyszłość.

Link do aktywności na STRAVA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.