New season, New way

Nowy rok rozpoczynam treningiem w nowy sezon. Jeszcze nie wiem pod jaką banderą on będzie (OCR, Triathlon czy może coś innego?). Ale system będzie jeden. Dużo tlenowej pracy, mało kwasomlekowej. Periodyzacja w objętości. W intensywności nieco przykręcam, a w sile modyfikuje. Czemu tak?

Lactic acid C3H6O3

Przygotowanie 2019 wydawało sie perfekcyjne dla mnie. Szczególnie na pierwszą część sezonu. Sprawdziło się. Miałem formę dużo ponad normę. Czemu nie powielić tego? Z kilku powodów. Wysoka intensywność i częste zalewanie się kwasem mlekowym po prostu mnie zmęczyło. Nie żeby tylko mnie. Tak już po prostu jest. To „frycowe” płacone za dobrą formę w szczycie. Nagrodą są medale ME i MŚ. Otrzymałem zapłatę. Nie chcę jednak tego już w tym roku. Nie chcę juz cisnąć „do odcinki” powodując przeciążenie mojego serduszka💔. Taki rodzaj treningu wiąże się także z dużym kortyzolem w ciele. A to przekłada się na życie. Ze mną. Obok mnie. Marudny i rozdrażniony z focusem tylko na odwalenie porządnego treningu. Jednostki treningowej, która da mi upodlenie, zniszczenie a tym samym satysfakcję. To chore. Ale prawdziwe dla endorfinowych holików. Ten podwyższony kortyzolek powoduje również większy stres. Ciągły balans na krawędzi pomiędzy kontuzją i wyśrubowaniem wyniku na 5, 10 czy 50 kilometrów. Te czynniki i jeszcze inne przyczyniły sie do tego , że sezon 2019 oprocz sukcesów przyniósł mi również… zmęczenie. Dało sie to zauważyć po moich wstręcie do sportu i OCRów opisywanym w jesiennych postach.

I choć cudowna przemiana i regeneracja po październikowym pobycie w Japonii, od wtedy patrzenie z innej perspektywy na wiele aspektów życia (5 przemian) pozwoliła mi sie czuć juz w grudniu pełny sił i witalności, to jednak postanowiłem inaczej przeżyć 2020.Z przygotowaniem ogólnym, uniwersalnym, nie intensywnym. Nie zapierdalaniem do utraty tchu, a przyjemnym. W strefie tętna , którą uwielbiam, unikając tej piekielnej (welcome to hell – po mojemu:). Z regeneracją jaka powinna być, a nie jaka jest możliwa. Ilością treningów juz nie narobię, ale przerwami między nimi tak. I w tym upatruje dobrego stanu ducha i ciała, które dadzą mi przyjemność z tego co robię. A jak nie dorównam Krzystyniakowi, to świat się nie zawali😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.