Październikowe odkawianie ☕

A czemu taki październikowy Decaff? A właściwie Offcaff? To znaczy, że nie tylko kofeine, ale i kawę z całą towarzyszącą jej przyjemnością odpuszczam na okres miesiąca. Tak, ten przepyszny, aromatyczny, magiczny napój. Który potrafi ustawić dzień, urozmaicić czas, umilić rozmowę. To co sprawia, że wychodzisz z domu i odchamiasz się w kawiarni. To co sprawia, że chętnie wracasz schamiony miastem do domu by się wyciszyć przy zaparzonej kawiarce. Napar, który smakuje jak… nic innego. I czemu z niego rezygnuje? Zarzucany często pytaniami – „a co masz do kawy?”, „czy kawa niezdrowa wg.ciebie?”, czy tekstami typu „kawa taka dobra,czemu jej nie pijesz?” – mam ochotę krzyknąć „bo kurwa tak mi się podoba!”. I jeśli Tobie też takie pytanka napływają do głowy to przekierowuje Cię do mojego poprzedniego artykułu w tym brązowym temacie SIERPNIOWY ANTYHOLIZM. Tam znajduje sie odpowiedź, która przedstawia same pozytywne aspekty picia kawy i wyjaśnia powód mojego detoksu, którym jest nic innego jak… mój masochizm. Moja indywidualna potrzeba zrobienia sobie cierpienia, poprzez odmówienie przyjemności. Sprawienie sobie bólu psychicznego podobnego do tego jaki sobie sprawiam fizyczny upadlając się na mocnym treningu czy zawodach. Nie wymagam byś to zrozumiał. Jednak proszę, byś uszanował.

Jako pseudo ekspert i przyszły, niedoszły barista czuję jednak powinność poinformowania Cię jak ten napój wpływa na mnie i na zdolności treningowo-regeneracyjne, którymi sie zajmuję i w których się bardziej ekspertuję. A także na inne niesportowe, a na przykład żywieniowe czy myślowe procesy jakie zachodzą w naszych ciekawych organizmach.

Tak więc na początek: dlaczego w tym roku październik, a nie sierpień? Od razu na pandemike Ci się myslenie skierowało, co? I wiele w tym racji by było, gdyż wg. ADHDowych wyliczeń ziemia na trzy miechy się wstrzymała. Ale nie tylko to. Korzenie tej decyzji sięgają poprzedniej jesieni, kiedy to podczas zeszłorocznego pobytu w Tokio powiedzioł Piotr do siebie „za rok nie pije w październiku”. I tego dotrzymał. Why? Bo wtedy nie chciało mi sie kawy. Bardziej matcha przykuwała uwagę moich zmysłów. Może ten pyszny, gorzki smak kawy łatwiej mi sobie na jesień odmówić? A w sierpniu chlać ją jak pozostali holicy, i odmawiający procentów alkoholicy. Może w jesieni przechodzę w stan większego wyciszenia i nie potrzebuję kawą zaspokojenia? Posłuchałem pragnień ciała i się bania ponastawiała.

Na decyzję jesienną wpłynął zdecydowanie również mój 72 godzinny poczytaj tutaj zeszłoroczny post od jedzenia. W trzecim dniu zalanie pustych jelitek kawą uświadomiło mi, że kofeina nie działa na mnie pozytywnie. Niczym amfetamina rozwaliła mój umysł na tysiąc kawałeczków z których każdy chciał mieszać w moich myślach. Teraz już wiem, że jak chce by coś sie wchłonęło w ciało to trza to zrobić na pusto w brzuchu. W każdym bądź razie akcja ta skłaniała coraz bardziej do prób picia bezkofeinowych kaw. Wiem, wiem co myślisz. Profanacja? Beztrzeszczenie kawy? Wcale nie. Bo to nie jakieś rozpuszczalne gówno jak niektórzy lubią nazywać napoje kawowe tak dobrze sprzedające się i znikające z półek tak jak w kubku. Żadnych fusów, żadnych pozostałości, żadnych strat. Stop tym zakwaszającym, brązowym napojkom biurowych kobitek, służącym jako popitka do szarloty. Wracając do bezkofeinowej czarnej. Zajebista sprawa. Delekt kawą pozostaje, a mętlik w nadaktywnym umyśle też…pozostaje niepobudzony. A okazuje się, iż różnica w procesie przygotowania do spożycia taka, że przed spaleniem, gdy jeszcze zielona,  jest trzymana w wodzie, gdzie traci kofeinkę. Czy to znaczy, że już kofeinowej nie pije? Że czarnej parzuchy się już nie tykam? Otóż nie! Jednak rozważam pory jej picia. Kiedy nie chcę natłoku myśli, kiedy mam stresującą sytuacje, kiedy potrzebuje skupienia -odpuszczam. A kiedy chce pobudzenia – krzycze do baristy „one americano,please!” i śmigam na trening. Wtedy najczęściej właśnie, bez wyrzutów wchodzi. Okołotreningowo. I coraz częściej zamienione na espresso. Bo ten „malutki” nie powoduje dyskomfortu chlupania w żołądku podczas mocnego wpierdzielu.  

Generalnie kawę przyjmuję jak komunię. Godzinę przed i po nie jem.

Jest potwierdzone, że kofeina – ten organiczny związek chemiczny, który jest także środkiem psychoaktywnym z grupy stymulantów pomaga w osiągach sportowych o ok.3%. I jest dozwolony. Więc dlaczego miałbym sobie go żałować?

Zestawik obozowy

Before, not after

Więc jak chodzi o pory picia kawy to: przed treningiem, nie po. Po aktywności (szczególnie intensywnej) jesteśmy naładowani kortyzolem. By się zregenerować należy z niego zejść. Pozbyć się go. Potrzebujemy wyciszenia, uspokojenia. Zapijając kawą te chwile nie pomożesz sobie sportowcu!

Kiedy kawa?

Co do czasu spożywania, to standard pytanie większości się nasuwa: czy kawa na czczo zdrowa? Cóż, znam lepsze rzeczy które moje jelita chcą przyjąć po co najmniej 12godzinnej przerwie od dostarczania czegokolwiek (tyle zazwyczaj dzieli moją kolację od śniadania). Są to kiszonki lub len. Ale kawa? Chyba nie mam na nią wtedy ochoty. Niektórzy piją by się obudzić. Ja uważam to za nonsens –  pobudzać obudzony już organizm (chyba, że popite było i kac domaga się. Naturalnie. Kawa przyspieszy wyróżnienie, a tym samym pozbycie się toksyn. Kto zna Kaca to wie:). Poza tym u mnie kawka czasem wjedzie jako pierwsza. Ale jest to zazwyczaj kuloodporna i po pierwszej godzinie biegania lub pedałowania na czczo. Wtedy jako źródło energii (tłuszcz) ze szczyptą magii (często w błogim stanie i fajnym miejscu) robię ten cudowny rytuał #BeforeBreakfast. Uśredniając jednak najczęściej trunek ten spożywam ok. godziny 10, tj. ok. godziny po śniadaniu. I tak dokładnie wylicza Breus w swojej teorii o Lwach, do których bez wątpienia należę. (troche więcej w temacie w jego książce „Potęga Kiedy”). Pozwala mi to jeszcze zdążyć przed południową 15 minutową drzemką, o ktorej kiedyś może napiszę. Wtedy też ochota jest największa na słodycz. I nierzadko łączę te dwie przyjemności. Jakoś tak mi przyjemniej zagryźć cukrem, prostym, słodkim…mało wartościwym.

Co do kawy?

Z pewnością nie mleko. I tutaj niestety drogie Paniusie (bo samiec pijący białą to…samica, haha. No dobra, przynajmniej w chwili jej picia nie jest męski:), prawda jest okrutna. Kawa łączona z białkiem jest obciążeniem dla ciała dlatego nie dziwcie się, że często po takiej jest zmulenie i zejście, a nie euforia, radość i energia. A nierzadko przegryziona wielkim kawolcem glutenowego poweselnego i… masz babo placek. Grażynka w biurze leży, albo i do tego kwiczy ok. południa walcząc z nadmiarem insuliny i glucika w brzuchu. A kim jest samica pijąca czarną? Of course super laską:). Tak więc jak coś wlewamy do kawy to tylko tłuszcz dozwolony. A czemu wcześniej napisałem, że jak z żarciem to najmniej wartościowym? Proste, otóż kawa blokuje wchłanianie wapnia i żelaza. Więc jaki sens wypijać ją po pysznej, mającej dodać nam minerałów, witamin, antyoksydantów regeneracyjnej sałatce czy odżywczym śniadanku? Żaden. Włoski styl tutaj na minus. Lepiej po francusku zapić wytrawnym winkiem. Reasumując lepiej czystą czarną zagryźć małą czekoladką czy ciasteczkiem niż zdrowym, wartościowym posiłkiem.

Kawa wypłukuje…

„…magnez i potas”. Często słychać to w eterze,co? Jednak lepiej użytym słowem byłoby tutaj blokuje. I większą prawdą wapń i żelazo. A kto dziś nie ma niedoboru żelaza? Czy psuje ząbki z utraty wapnia? A kto dzisiaj nie pije kawy?😉. A co do gospodarki wodnej-elektrolitowej w naszych organizmach to tak, kawa jest diuretykiem. Odwadnia. Wyjmuje korek z naszych pęcherzy i nierzadko jelitek. Moje zalecenie: wypitą ilość kawy zneutralizuj podwójną ilością wody.

Żeby nie było, że takiej nie próbuje. Przepyszna (z%) w Bella Ciacho w Czarnym Dunajcu

Ile kawy w kawie?

 Chyba najlepiej zobrazuje to obrazek. Umieszczam go poniżej, prosząc o zwrócenie uwagi jak to się ma do innych napojów z grupy stymulantów.

Chill out? Nie przy kawie

Ile to już Januszów człowiek słyszał chwalących się, że kawa na niego nie działa. Bo twardszy od skały. Na każdego działa! Tylko nie każdy umie siebie odczytać. Owszem, na kofe się uodporniamy, do niej przyzwyczajamy. Ale też dużo sobie wmawiamy. Że bez niej nie funkcjonujemy. Co gorsza dzieciom w napojach pozwalamy. A potem na korepetycje wysyłamy. Bo w szkole „weny” synek nie ma😃. Nawet po Snickers’ie z Colą skupić sie nie da. Po monsterka czy RedBulka na długiej przerwie trza ganiać. On na pewno pomoże,haha!

Summary

Dobra już dość wymądrzania. Co ja wiedzieć mogę? Kawiarkę zaparzę, siorbnę z filiżanki i już za smakosza się mam uważać? Nie uważam się. Swoje rozkminiam. Po swojemu sobie popijam. Czerpię przyjemność. I chętnie z Tobą o tym porozmawiam przy Małej Czarnej ☕

P.S. Kończąc tego posta właśnie minął miesiąc mojego detoksu. Dzisiaj już mogłem. Szlaban zdjąłem. I co? Tego nie zrobiłem. Na jutro tę chwilę przerzucę😉

Jedna uwaga do wpisu “Październikowe odkawianie ☕

  1. Pingback: 3 weeks over the ground – PIOTR PRUSAK ADHD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.